Lenistwo, czy toksyczny perfekcjonizm?

W ostatniej Rozmównicy rozmawialiśmy o lenistwie. Z jednej strony o zniechęceniu, poczuciu beznadziejności, zgorzknieniu, oziębłości czy melancholii, która dotyka czasami każdego z nas, a z drugiej strony o chronicznej bojaźni przed trudem, która bierze się z wewnętrznego rozpieszczenia i wygodnictwa. Jak to odróżnić?

Lenistwo jak każdy grzech jest świadomym wyborem. Decyzją o destrukcyjnym nie-robieniu. Nie-działaniu. Braku chęci do rozwoju. Tu nie chodzi o odpoczynek. Znamy wiele przykładów spędzania czasu, czy też „odpoczynku”, które stają się niszczącym nawykiem: regularne drinkowanie z czasem zamienia się w alkoholizm, rozrywka w Internecie w uzależnienie od komputera, pożycie małżeńskie w seksoholizm. Gdzie tkwi granica, czym odróżnia się stan „przed” od stanu „po”?

Chodzi o cel. O intencję. O nasze wewnętrzne nastawienie. W jedną z ostatnich niedziel słyszeliśmy po raz kolejny słowa: „Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym.” [Mk 7, 15] To znaczy: to nie alkohol, nikotyna, seks, Internet są złem tego świata. Tylko cel, do jakich ich używamy. Groźnie zaczyna się robić zawsze wtedy, kiedy używamy tych rzeczy zamiast czegoś. Próbujemy zwiększyć swoją śmiałość i towarzyskość alkoholem, uspokoić nikotyną, zaspokoić lęk seksem, uciec od rzeczywistości w fikcję Internetu. Tu właśnie czai się lenistwo. Zaniedbanie. Bumelanctwo. Kłamstwo.

Lenistwo jest kłamstwem wobec siebie i wobec innych. Nie mówimy szczerze: nic nie robię, ponieważ nie stać mnie na refleksję nad sobą, swoim życiem, nie chcę wchodzić w głębsze relacje, bo boję się siebie, nie chcę sięgać do bolesnej przeszłości, nie chcę opatrywać starych ran. Nie. Mówimy raczej: nie dam rady, jestem zmęczony, nie umiem, muszę odpocząć, potrzebuję czasu, potrzebuję spokoju. Jestem ofiarą. Nic-nierobienie to coś, co mi się święcie należy, tak długo, jak będę mieć na to ochotę. A raczej nie mieć na nic ochoty.

Lenistwo można zdefiniować jako jedno wielkie NIE powiedziane sobie i światu. Nie żyć. Nie myśleć. Nie czuć. Nie widzieć. Nie zastanawiać się. Nie płakać. Nie przeżywać rozpaczy, straty, zawodu. Odciąć się. Wyłączyć. Oto prawdziwe pobudki i składniki lenistwa. Oto największe kłamstwo i zagrożenie fałszywego odpoczynku. To nie relaks. To samodestrukcja. To nie nabieranie sił – to powolne wykrwawianie swojej duszy. To nie należyty po pracy odpoczynek – to ucieczka od trudności. Od konfrontacji.

Ale z drugiej strony są też takie osoby: „Witam, mam na imię Piotr i właśnie skończyłem kolejny dzień „pracy”. Biorę słowo w cudzysłów, bo właściwie na pracy spędziłem tylko ostatnie 3 godziny – nadgodziny, bo wcześniej nie byłem w stanie się za nic wziąć, dopiero jak wszyscy wyszli i zorientowałem się, co mam do zrobienia – zacząłem pracować naprawdę. Mam tak niemal codziennie i prawie z każdą rzeczą, nigdy nie potrafię zrobić jej wtedy, kiedy powinienem, wykonuję zadania na ostatnią chwilę. Żyję w odrętwieniu i lęku, przerywanym chwilami mobilizacji, kiedy zbliżają się terminy. Najgorsze, że ludzie mówią mi, że jestem bardzo zdolny, że moja praca jest wartościowa, że mam duże możliwości. Ale co z tego, jeśli nie potrafię się do niczego zabrać jak należy i wszystko zawsze wisi na włosku? Nie pomagają prośby, groźby, postanowienia, obietnice, nagrody, ani kary – próbowałem. To lenistwo odbiera mi życie, zresztą – żyć też mi się bardzo często już nie chce… Podziwiam innych, którzy jakoś sobie po prostu radzą, a ja nie potrafię i czuję się z tym strasznie.”

Problem Pana Piotra można skojarzyć ze zjawiskiem prokrastynacji. Polega ono na patologicznym odkładaniu czynności, na których osoba powinien się skupić w danej chwili, spowodowanym lękiem przed porażką, zawiedzeniem oczekiwań, bezradnością, czy nawet… sukcesem. Osoby dotknięte kliniczną prokrastynacją mają ogromne problemy z zabraniem się do pracy i bardzo często uważane są po prostu za leni, osoby gnuśne lub o słabej woli. Większość to jednak ofiary perfekcjonizmu. Jako że perfekcję osiąga się zwykle metodą prób i błędów, a perfekcjonista nie dopuszcza myśli o błędach, pogrąża się w tym paradoksie, nie robiąc nic. Ofiara prokrastynacji przed którą postawiono zadanie wymagające większego wysiłku traci wiarę w siebie i motywację – zaczyna odczuwać niepokój – nie dopuszcza do siebie myśli o popełnieniu błędu, co w efekcie zupełnie ją paraliżuje..

Paradoksalnie problem ten pojawia się często u osób wybitnie uzdolnionych najczęściej już w wieku szkolnym, u uczniów nie mających problemów z nauką. Rodzina ukazująca dziecku wizję społeczeństwa jako wyścigu szczurów czy rodzice mający zbyt duże wymagania najczęściej warunkują pojawienie się tego zaburzenia. Przyczyną może być także niestabilna sytuacja rodzinna i ogólne niedowartościowanie danej osoby. Osoby dotknięte prokrastynacją, podobnie jak Pan Piotr spędzają życie na nieustannym lęku i wewnętrznym poczuciu porażki – bez specjalistycznej pomocy nie są też w stanie wydostać się z błędnego koła.

Prokrastynacji nie można uznać za lenistwo, jeśli nie jest ona zależna od woli osoby nią dotkniętej. Czasami jednak lenistwem jest nie szukanie pomocy i wyjścia z tej sytuacji. Ostatecznie w lenistwie chodzi więc o stratę. Przez lenistwo i jego skutki tracimy siebie samych. Tracimy życie. Relacje. Tracimy prawdę i kontakt z rzeczywistością.

Oto lenistwo i jego prawdziwa twarz. Jeśli myślimy, że lenistwem jest nie wykonać domowych obowiązków, nie zmyć podłogi, nie wypchać lodówki, nie zarobić wiele pieniędzy, nie naprawić skrzypiących zawiasów – jeśli taki jest nasz obraz lenistwa – to jesteśmy w wielkim niebezpieczeństwie. Bo lenistwo to nie jest „nie robienie rzeczy”.   Lenistwo to jest mówienie NIE temu, co najważniejsze. To nie mówienie swoim dzieciom, jak są dla nas ważne. To nie poświęcenie chwili na prawdziwe wysłuchanie swojej żony lub męża. To spędzenie soboty w markecie, zamiast wspólnej zabawy we własnym domu. To wręczenie kolejnej drogiej gry na urodziny, zamiast poważnej rozmowy o tym, co trudne. To suchy seks bez prawdziwej bliskości. Oto lenistwo, które niszczy. I prawdziwe zaniedbanie. Bumelanctwo. Gnuśność. Ucieczka. Destrukcja. W lenistwie bowiem sami wobec siebie jesteśmy największym wrogiem. I to z sobą i o siebie musimy zawalczyć. Innej drogi nie ma.   Prokrastynatorów, ofiary perfekcjonizmu i trudnej przeszłości zapraszam do leczenia, bo trudności, choroby i rany mają to do siebie, że można je leczyć i nie trzeba się ich wstydzić. Prawdziwych i ukrytych leni zachęcam natomiast do odwagi w nazwaniu rzeczy po imieniu i podjęcia pracy nad jednym z grzechów głównych niszczących nas wewnętrznie. Warto. Po to, by nareszcie zacząć żyć. Tego naprawdę nie warto odkładać na później.

Ks. dr. Grzegorz Kudlak

13.09.2012 – religia.tv