Moja terapia – Katarzyna

Nie jestem zwolenniczką rozwodów. Nie chciałam tego i każdym możliwym sposobem starałam się walczyć o nasze małżeństwo. Chciałam mieć pewność, że zrobiłam wszystko, co mogłam. W końcu przysięgałam przed Bogiem miłość do grobowej deski i absolutnie traktowałam to poważnie. Do końca życia. Nigdy nie sądziłam, że przyjdzie mi się zmierzyć z czymś tak tragicznym jak rozwód. Wszystkie moje marzenia, pragnienia legły w gruzach. Nie miałam pieniędzy, ani pracy. Byłam na zwolnieniu lekarskim, nie miałam ochoty żyć i został mi tylko Bóg i ludzie wokół. 

Dwa lata korzystałam z terapii i pomocy ks. Stanisława Szlassy i nie wiem, gdzie bym dziś była, gdyby nie jego fachowa pomoc i wsparcie. W ciągu tego roku od rozstania: znalazłam nową pracę, zaczęłam mówić po angielsku, zrealizowałam kilka marzeń, doświadczyłam siły rodziny. Otworzyłam się też na nowych ludzi i kilkoro pojawiło się w moim życiu. Wrócili też ci, których dawno nie było. Jestem kobietą szczęśliwą, spełnioną zawodowo, która otwiera się ciągle na nowe. Kobietą, która mimo tego, że się boi, to kocha chodzenie po wodzie. Jestem kobietą, która chce się uśmiechać i nie chce chować swojego piękna, ani siły. 

Żyję, bo wielokrotnie słyszałam, „mam siłę, damy radę”, gdy ja jej nie miałam. Żyję, bo tak wielu się za mnie modliło. Żyję, bo dzwonili do mnie Ci, którzy przeżyli podobne sytuacje i mówili, wiem, co czujesz. Żyję, bo zaoferowano mi serce na wiele sposobów: wspólnych obiadów, spędzenia razem czasu, wyjazdów, realizacji marzeń. I braku oceny, to było ważne, bo palił mnie wstyd. Żyłam w strachu, bałam się przyznać do tego, że nie wyszło, że przegrałam. Byłam i czułam się ofiarą, jednak… nie chciałam nią być. Spadłam na samo dno, a potem z niego powstałam. I żyję szczęśliwie. I choć w tym moim nowym życiu nie brakuje wyzwań i trudniejszych chwil, to już wiem, że sobie poradzę, że mogę się o siebie zatroszczyć. Dziś po 12 miesiącach od naszego rozstania na powrót wiem, kim jestem. I czego chcę. Układam swoje życie na nowo. Patrząc na nie z tej perspektywy muszę stwierdzić, że niczego nie żałuję. Jestem i czuję się kochana przez Boga i ludzi wokół. Na tym mi zawsze najbardziej zależało. 

Katarzyna